Tragedia „Łeb – 47” we wspomnieniach rybaka Ryszarda Stachewicza

Bardzo lubimy spotkania z łebskimi rybakami. Tak ciekawie opowiadają o swojej pracy. Nie jeden z nich przeżył na morzu tragedię. O takiej tragedii opowiedział nam na ostatnim naszym spotkaniu pan Ryszard Stachewicz, który na morzu pracował ponad 40 lat.

Zapytaliśmy pana Stachewicza czy pamięta pierwszy kuter, na którym pracował?

– Tego się nigdy nie zapomina, ponieważ już po pół roku kuter zatonął. Została mi po tym tylko pamiątka. 3 lipca 1963 roku zatrudniłem się na kutrze Łeb – 47, a  już 10 grudnia kuter  poszedł na dno.

Wyszliśmy w morze wieczorem. Naszą jednostką był kuter „Łeb 47”, 15-metrowy drewniak. W skład załogi wchodzili: szyper Piotr Strzegowski, rybak Jan Hlinovsky i praktykant Ryszard Stachewicz. Razem z nami płynął pies Muki – wierny towarzysz Hlinovskiego.

Zjedliśmy kolację, a potem każdy z nas udał się do swoich obowiązków. Ja robiłem coś  przy siatkach, a następnie patroszyłem rybę. Szyper poszedł do maszynowni, bo pękła obudowa od pompy zenzowej i to był początek naszego pecha. Około godziny 19 krzyknąłem do reszty załogi – Statek idzie na nas !

Moi dwaj koledzy szybko wybiegli na pokład i w tym samym monecie dziób duńskiego statku „Sirpa Dan” całą siłą uderzył w rufową  część kutra. „Łeb – 47” szybko zaczął iść na dno. Stanął dziobem do góry i odchylał się na lewą burtę.  Szyper Strzegowski wskoczył do kubryka po kamizelki ratunkowe. Szybko je założyliśmy i wskoczyliśmy do morza.  W tym czasie nasz kuter raz wypływał, a raz schodził pod wodę. Zaczęła się walka o życie w lodowatej wodzie. Razem z szyprem Strzegowskim odpłynęliśmy od tonącego kutra, chwyciliśmy pływające deski z resztek nadbudówki i trzymaliśmy się ich kurczowo. W pobliżu nigdzie nie było Janka, więc zaczęliśmy go nawoływać. Po pewnym czasie straciliśmy już nadzieję, że go kiedykolwiek zobaczymy. Okazało się jednak, że uratował go pies Muki.

Kiedy Hlinovsky znalazł się w wodzie, złapał go skurcz mięśni. Wtedy jego pies Muki znalazł się przy swoim panu i  zaczął  go holować w kierunku prowizorycznej tratwy. Gdy dostrzegliśmy psa, pospieszyliśmy w jego kierunku i od tamtej pory trzymaliśmy się razem.

Gdy dryfowaliśmy na wodzie, na statku „Sirpa Dan” trwał alarm  „człowiek za burtą”. Morze oświetlano reflektorami.  Świeciliśmy latarką, ale nikt nas nie zauważył.

Szyper Strzegowski zdecydował się dopłynąć do statku. Ostatkami sił udało mu się dopłynąć do burty. Na szczęście na wodzie była już szalupa ratunkowa i marynarze wciągnęli go na pokład. Szyper  wskazał im kierunek, w którym trzeba było płynąć i dzięki temu ocalił nam życie. Marynarze bardzo dobrze się nami zajęli. Dostaliśmy nowe ubrania i koce. Nad ranem byliśmy już w Gdyni, gdzie czekała na nas  karetka pogotowia. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że tak skończyła się nasza przygoda.

Po tej tragedii pływałem jeszcze na kutrach „Łeb 31” i „Łeb 43”.  Pracowałem w Spółdzielni „Rybmor”….”

Pan Stachewicz nie krył wzruszenia, opowiadając nam tę historię. A my nie wiedzieliśmy co powiedzieć.

Panie Ryszardzie: „-Dziękujemy!”

 

Uczestnicy projektu „Jestem łebski”
prowadzonego przez Bibliotekę Miejską w Łebie.